BLOG
Dostępny ebook po EAA — o co właściwie chodzi i kogo to dotyczy.
Po ludzku, bez technicznego bełkotu.
Wyobraź sobie, że ktoś niewidomy włącza Twój ebook. Czytnik ekranu zaczyna czytać na głos i dochodzi do wykresu, który jest zwykłym obrazkiem bez opisu. Cisza. Albo gubi się w tekście, bo rozdziały nie są oznaczone jako rozdziały, tylko „udają” nagłówki większą czcionką. Dla tej osoby książka właśnie się skończyła, choć ma jeszcze 200 stron.
Od 28 czerwca 2025 roku ebooki objęte przepisami EAA powinny spełniać określone wymagania dostępności. Jednym z elementów jest poprawne przygotowanie pliku pod kątem osób korzystających z technologii wspomagających. I o to w skrócie chodzi w całym zamieszaniu wokół dostępności ebooków.
Składam publikacje od 2014 roku, a wersje elektroniczne zgodne z WCAG robię na co dzień, w tym m.in. dla wydawnictwa naukowego. Poniżej tłumaczę to po ludzku, od strony osoby, która składa plik od początku do końca, bez prawniczego bełkotu. A tam, gdzie zaczyna się temat dla prawnika, mówię o tym wprost.
Skąd się to wzięło?
Krótko mówiąc: jest unijna dyrektywa zwana Europejskim Aktem o Dostępności (EAA), a Polska wdrożyła ją ustawą, która weszła w życie 28 czerwca 2025 roku. Cel jest prosty i trudno się z nim kłócić, żeby z ebooków, sklepów internetowych i czytników mogły korzystać też osoby, które nie widzą, słabo widzą albo mają inne ograniczenia.
Sprawdziłem to w aktualnym tekście ustawy i w najnowszych wytycznych W3C (na dzień tworzenia tego wpisu: 9 czerwca 2026), więc to nie są domysły z forum. Nadzór nad przestrzeganiem przepisów został powierzony określonym organom wskazanym w ustawie, a za niedostosowanie grożą kary.
Czy to dotyczy właśnie Ciebie?
Tu uczciwa odpowiedź brzmi: zależy.
Jeśli jesteś wydawnictwem, instytucją publiczną albo firmą, która ebooki realnie sprzedaje — tak, to jest temat dla Ciebie. Jeśli prowadzisz mały blog i raz na jakiś czas udostępniasz darmowy PDF — prawdopodobnie nie jesteś adresatem tych przepisów.
Jest też wyłączenie dla mikrofirm (mniej niż 10 osób, obrót poniżej 2 mln euro), ale tu uwaga: dotyczy ono głównie usług, a ebook bywa traktowany jako produkt. Brzmi jak czepianie się słówek, ale w praktyce znaczy tyle, że „jestem mały, więc mnie to nie dotyczy” nie zawsze jest prawdą. To akurat pytanie do prawnika, nie do grafika — i tak je tu zostawiam. Nie chcę Cię ani straszyć karami, ani usypiać fałszywym spokojem.
Na czym polega dostępność ebooków w praktyce?
Mniej teorii, więcej konkretu.
Dostępny ebook to taki, w którym:
W praktyce dochodzę do tego jedną sprawdzoną drogą: EPUB 3 + standard EPUB Accessibility 1.1 + wytyczne WCAG na poziomie AA. To dokładnie ta kombinacja, którą W3C wskazuje jako spełniającą wymogi EAA. Brzmi technicznie, ale dla Ciebie sprowadza się do jednego: oddaję plik, który po prostu przejdzie.
Najczęściej zapominany element: metadane
To brzmi nudno, więc powiem obrazowo. Metadane dostępności to jak etykieta wartości odżywczych na produkcie. Sam produkt może być świetny, ale jeśli na opakowaniu nie ma żadnych informacji, kupujący nie wie, czego się spodziewać.
W ebooku jest tak samo — w pliku musi być zapisane, jak dostępny jest ten konkretny tytuł: czy ma opisy grafik, czy działa nawigacja, czy są jakieś ograniczenia. Bez tego sklep albo czytelnik nie ma jak tego sprawdzić przed pobraniem. To nie dodatek dla porządku — to część wymogów. I to jeden z punktów, które najczęściej powodują problemy na ostatniej prostej.
A co z PDF-em?
Dobre pytanie, bo dużo publikacji (zwłaszcza naukowych) żyje w PDF-ie.
PDF da się zrobić dostępnym — z poprawnymi znacznikami, opisami grafik i sensowną kolejnością czytania. Większość pracy robi się w InDesignie, a później uzupełnia w Acrobacie Pro.
Ale powiem szczerze: PDF ma jeden wbudowany minus. Ma sztywny układ. Osoba, która powiększa tekst dwukrotnie, w dobrym EPUB-ie dostanie tekst przelewający się ładnie pod ekran, a w PDF-ie będzie przesuwać stronę w bok. Dlatego przy publikacjach do szerokiej dystrybucji naturalnym wyborem jest EPUB, a ePDF traktuję jako uzupełnienie tam, gdzie format PDF jest po prostu wymagany.
A stare tytuły, które już są w sprzedaży?
Tu nie będę udawał, że wszystko jest czarno-białe. Z samej dyrektywy nie wynika proste „stare książki zwolnione”. Według interpretacji branżowych w pierwszej kolejności liczą się tytuły nowe, a starsze pozycje mogą mieć więcej czasu na dostosowanie. Ale to interpretacja, nie gwarancja — więc jeśli ktoś chce na tym oprzeć decyzję o tysiącu tytułów z archiwum, warto to potwierdzić u prawnika. W praktyce robię to zdroworozsądkowo: nowe rzeczy od razu dostępnie, archiwum porządkujemy według priorytetów.
Czego się nie da w pełni udostępnić?
I to też powiem wprost, bo wpływa na wycenę. Książki, w których sens niesie sam układ — komiksy, mocno ilustrowane książki dla dzieci, albumy — z natury nie spełnią wszystkich wymagań. Da się (i trzeba) zrobić maksimum: opisy, struktura, metadane. Ale obiecywanie „pełnej dostępności” albumu graficznego to byłaby ściema. Wolę z góry ustalić, co jest realne dla danego typu publikacji, niż obiecać gwiazdkę z nieba.
Dostępność nie oznacza, że każda publikacja będzie działać identycznie dla każdego użytkownika. Celem jest zapewnienie możliwie najlepszego dostępu do treści przy zachowaniu charakteru publikacji.
Jak sprawdzić, czy mój ebook jest OK?
Są darmowe narzędzia i naprawdę warto z nich korzystać:


Jest jednak jedno „ale”, którego nie przeskoczę: zielony raport z automatu to nie to samo co dostępność. Narzędzie sprawdzi to, co da się sprawdzić maszynowo — ale nie oceni, czy opis wykresu naprawdę oddaje, co na nim jest, ani czy kolejność czytania ma sens. To wymaga człowieka. Kto obiecuje „certyfikat dostępności jednym kliknięciem”, mija się z prawdą.
Najczęstsze błędy, które widzę w ebookach
Po przejrzeniu wielu ebooków przygotowywanych przez autorów, wydawnictwa i firmy zauważyłem, że większość problemów powtarza się regularnie. Co ciekawe, wiele z nich nie jest widocznych na pierwszy rzut oka. Ebook może wyglądać poprawnie, a mimo to nie spełniać podstawowych wymagań dostępności.
1. Nagłówki, które tylko wyglądają jak nagłówki
To jeden z najczęstszych błędów. Rozdział jest napisany większą czcionką lub pogrubiony, ale w strukturze dokumentu nie został oznaczony jako nagłówek.
Dla czytelnika nie stanowi to problemu. Dla czytnika ekranu oznacza jednak, że cała książka staje się jednym długim blokiem tekstu bez logicznego podziału.
2. Spis treści, który nie działa
W wielu ebookach spis treści wygląda poprawnie, ale nie zawiera aktywnych odnośników.
Czytelnik musi wtedy ręcznie przewijać publikację w poszukiwaniu rozdziału. Dla osoby korzystającej z technologii wspomagających jest to jeszcze większe utrudnienie.
3. Grafiki bez opisów alternatywnych
Wykres, mapa, schemat lub ilustracja mogą zawierać ważne informacje, ale bez opisu alternatywnego czytnik ekranu najczęściej odczyta jedynie słowo „obrazek” albo pominie grafikę całkowicie.
Jeżeli treść grafiki jest istotna dla zrozumienia publikacji, brak opisu oznacza utratę części informacji przez czytelnika.
4. Tekst zapisany jako obraz
Czasami cytaty, tabele, wyróżnienia lub całe strony są zapisane w formie grafiki.
Wygląda to dobrze wizualnie, ale taki tekst nie może zostać odczytany przez czytnik ekranu, wyszukany ani swobodnie powiększony. Z punktu widzenia dostępności jest to jeden z najgorszych błędów.
5. Brak metadanych dostępności
To problem, którego zwykle nie widać podczas czytania.
Ebook może być przygotowany poprawnie, ale jeśli w pliku nie zapisano informacji o jego dostępności, czytelnik ani platforma dystrybucyjna nie wiedzą, czego mogą się spodziewać.
To trochę tak, jakby produkt miał wszystkie potrzebne składniki, ale na opakowaniu zabrakło etykiety.
6. Nieprawidłowa kolejność czytania
Ten problem często pojawia się przy bardziej rozbudowanych publikacjach zawierających ramki, ilustracje, przypisy lub elementy umieszczone w kilku kolumnach.
Czytelnik widzi poprawny układ strony, ale czytnik ekranu może odczytywać treść w przypadkowej kolejności, przez co książka staje się trudna lub wręcz niemożliwa do zrozumienia.
7. Brak testów po eksporcie
Wielu autorów zakłada, że skoro plik otwiera się na ich komputerze, to wszystko działa poprawnie.
Tymczasem ebook powinien zostać sprawdzony nie tylko pod względem technicznym, ale również na różnych urządzeniach i w narzędziach takich jak EPUBCheck czy Ace by DAISY.
Dopiero wtedy można mieć pewność, że publikacja spełnia aktualne wymagania i będzie działała poprawnie u czytelników.
Większość tych problemów da się wyeliminować już na etapie składu publikacji. Dlatego znacznie łatwiej i taniej przygotować ebook poprawnie od początku, niż poprawiać gotowy plik po publikacji.
Od czego zacząć?
Najprościej od jednego pytania: w czym jest źródło? Jeśli masz pliki z InDesigna, konwertuję je do EPUB 3 bez gubienia struktury — nagłówki, przypisy, tabele i spis treści zostają na swoim miejscu, zamiast rozsypać się przy eksporcie. Do tego dochodzą opisy grafik, metadane i kontrola przed oddaniem.
Jeżeli masz gotowy plik EPUB lub PDF i nie wiesz, czy spełnia aktualne wymagania, prześlij go do analizy. Wskażę konkretne problemy, które warto poprawić, oraz powiem, czy publikacja jest gotowa do dystrybucji.
Najczęstsze pytania
Potrzebujesz dostępnych ebooków?
Składam i konwertuję ebooki (EPUB, MOBI, ePDF) zgodne z WCAG i sprawdzam je walidatorem, a nie na oko.
Jeśli wydajesz publikacje elektroniczne i nie masz pewności, czy łapią się na wymogi EAA — napisz, powiem wprost, co jest do poprawki.
Ten wpis tłumaczy wymagania od strony przygotowania pliku i nie jest poradą prawną.
Zakres samego obowiązku (zwłaszcza przy mikrofirmach i rozróżnieniu produkt/usługa) najlepiej potwierdzić u prawnika.
Michał Wcisło — Kreacje Graficzne. Skład publikacji do druku oraz ebooki EPUB, MOBI i ePDF zgodne z WCAG.

